Czwartek, 17 maj 2012r.
Brunony, Sławomira, Wery
wyszukaj na stronie:   
You need to upgrade your Flash Player This is replaced by the Flash content.
Czwartek
Dz 18,1-8; Ps 98,1.2-3ab.3cd-4; J 16,16-20.
Upiększajmy naszym rodzicom wieczór ich życia tak, jak oni upiększali nasz świt.

N. Tommaseo
1% podatku dla Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ORDYNARIAT POLOWY WP na FACEBOOK
Opracowania
2012-02-13
Zasłuchany w wolę Bożą. Ksiądz Michał Sopoćko (1888 – 1975)- kapłańska świętość (Elżbieta Szmigielska-Jezierska)

 „Wola Boża jest moim pokojem”
bł. ks. Michał Sopoćko

Pod obrazem Jezusa Miłosiernego w Katedrze Polowej jest relikwiarz w kształcie orderu. Tak bliski duchowi każdego żołnierza, który pielęgnuje w sobie etos męstwa wojennego - Virtuti Militari. Wewnątrz czuwają nad przybywającymi do katedry na modlitwę prawdziwi Boży wojownicy, którzy za życia odziani byli w najlepszą zbroję, o której pisał inny Boży wojownik, św. Paweł. I niech nas nie zwiodą pozory. Bo przecież i wątła św. Faustyna, i ks. Michał Sopoćko, „całkowicie odarty z błyszczenia”- kapelan i jej spowiednik, czy młodziutki druh Wicek (Wincenty Frelichowski, wyniszczony w Dachau) - o św. biskupie Stanisławie, co śmielszy był od Śmiałego króla, nie wspominając – to prawdziwa armia „hardcorowców”, jak mówią dziś młodzi. Prawdziwe waleczne serca.

Mimo różnic wieku, płci, pokoleń, kondycji fizycznej, okoliczności historycznych, w jakich przyszło im żyć, łączyło ich doświadczenie największej wolności wewnętrznej. To tajemnica ich świętości. Tak się wyzwolić z siebie, by zaufać do końca Bożemu prowadzeniu. Słowa modlitwy Pańskiej: „Bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi” (Fiat voluntas Tua) to ich życiowy program, manifest walki o najwyższą stawkę…

 15 lutego 2010 r., w 35. rocznicę śmierci bł. ks. Michała Sopoćki, katedralny relikwiarz w kształcie orderu Virtuti Militari, w którym przechowywane są m.in. jego relikwie, poświęcił śp. biskup polowy WP Tadeusz Płoski.

Jak drogą świętości podążał - żyjący niemal obok nas - błogosławiony ks. Michał Sopoćko?..Umarł przecież, gdy wielu z nas wchodziło w dojrzałe życie. 15 lutego 1975 r. w Białymstoku. I co zastanawiające – jego pascha ( przejście) dokonało się we wspomnienie patrona św. Faustyny, której objawienia o Bożym Miłosierdziu poniósł dalej światu po jej śmierci w 1938 r. Tak jak daty naszego chrztu, tak i daty śmierci nie są przypadkami w planie Opatrzności Bożej.

W słynnym „Dzienniczku”, spisywanym na polecenie swojego spowiednika ks. Sopoćki, św. Faustyna zanotowała słowa Pana Jezusa, dotyczące ks. Sopoćki : „Tyle koron będzie w koronie jego, ile dusz zbawi się przez dzieło to. Nie za pomyślność w pracy, ale za cierpienia nagradzam.”

Przypominają się w tym miejscu słowa niemieckiego teologa, Dietricha von Hildebranda, który umarł w opinii świętości w czasie soboru watykańskiego II:– „Najgłębszym źródłem miłości bliźniego jest troska o jego zbawienie”. W pokoleniu Ks. Sopoćki i Hildebranda pojęcie „zbawienia” było tak przejrzyste jak haust czystego górskiego powietrza. Tak nieodzowne jak oddech w życiu chrześcijan.  Zbawienie, zjednoczenie z Bogiem Miłości miłosiernej w wieczności - cel i sens życia chrześcijanina. Dziś nawet to słowo znika nie tylko ze słownika współczesnego świata, ale co gorsza z życiowego horyzontu człowieka. Zbawienie czy potępienie wieczne, a więc nieodwracalne rozłączenie z Bogiem- to wybór, który stoi przed każdym z nas.

 Żeby owocnie przyczynić się do zbawienia innych, trzeba samemu zabiegać o osobistą świętość. I choć w duchowych zapiskach Ks. Sopoćki deklaracja o dążeniu do świętości nie jest wyrażona expressis verbis, jak zauważa ks. Henryk Ciereszko, to przecież stałym motywem jest pragnienie zachowania wierności woli Bożej i tożsamości kapłańskiej.

Lektura „Dziennika” , który ksiądz Sopoćko prowadził niemal do śmierci odsłania bardzo intymne drgnienia jego kapłańskiej duszy. Pozwala zauważyć, że jego ciągłe stawanie w prawdzie sumienia wobec Miłosiernego Boga, pozwala mu wciąż wzrastać duchowo. Dwudziestosiedmioletni, już tak dojrzały, ksiądz Michał zapisuje taki duchowy dialog: „ O Panie, czuję jeszcze , że mnie nie opuściłeś… Zdaje mi się, że nic już sobie nie zostawiłem. – A twoje Ja?! Skąd pochodzą smutki, skąd to przygnębienie i niesmak? Toć to żałujesz, że nie jesteś wymarzonym lalką – kapłanem. Toć to się niepokoisz najmniejszym niepowodzeniem w świecie, toć to myślisz nieraz, jakie wrażenie sprawisz swoim wystąpieniem, co o tobie mówią, co myślą; mieszasz pszenicę z kąkolem i narzekasz na gorzkość chleba. Nieraz nawet siebie we Mnie szukasz”.

Kapłańska świętość to nie zmumifikowana za życia figura człowieka, który zastygł w pozie uwielbienia Boga i tak, „nieskazitelny”, trwa aż do cudownego wniebowstąpienia. To niestety tandetne wyobrażenia współczesności, nie mające nic wspólnego z duchowym realizmem i dynamiką Ewangelii. Kto nawet nie zrobił kroku w stronę pierwszej linii frontu walki duchowej, temu łatwo sądzić po pozorach, multiplikować w mediach oszczerstwa pod adresem kleru katolickiego. A oszczerstwo to dziś najbardziej śmiercionośny środek ,który uśmierca naraz trzy osoby ; tego kto je wypowiada, tego kto słucha i tego kogo dotyczy.

Może ta refleksja z zapisków (rekolekcje w Busku 1938 r.) księdza Sopoćki pobudzi do refleksji, jak pracują nad sobą święci: „ Jedna jest rzecz, która nas od postępu w doskonałości powstrzymuje, to bojaźń trudów i cierpień w walce… muszę starać się w sobie więcej i pierwej zwyciężyć, co mi często nie podoba się w innych ludziach”.

Tylko bezbrzeżna ufność i pogodzenie z wolą Bożą człowieka żyjącego w wielkiej zażyłości z Chrystusem mogły podyktować te słowa:
„Kiedy mię spotka upokorzenie niezasłużone. Gdy kolce zbyt boleśnie ranić będą głowę moją, złożę ją w ręce Twoje, Zbawicielu, pamiętając, że na kim ciąży grzech, ten znosić winien wszelką wzgardę, wszelkie poniżenie i zapomnienie, będę dziękował Bogu, że pozwala mi odpokutować za grzechy w tym życiu”.

Przyglądając się jego kapłańskiej biografii można dostrzec ponadprzeciętną wielość i rozmaitość zadań i obowiązków, które podejmował, często jednocześnie. Czy to jako kapelan wojskowy, czy jako wychowawca kapłanów w seminarium w Białymstoku, czy też oddany całym sobą sługa objawionego św. Faustynie orędzia o Bożym Miłosierdziu.

Gdy po raz pierwszy w 1933 r. siostra Faustyna uklękła u kratek jego konfesjonału w Wilnie, zaczyna sie rozwijać się dzieło sygnowane Bożą pieczęcią. Bo tylko wielkie Boże dzieła muszą być przetopione w tyglu cierpień, przeciwności, trudów. Pierwszą reakcją księdza Sopoćki była rezerwa i po ludzku zrozumiały lęk, gdy usłyszał słowa : Znam księdza od dawna, pokazał mi Księdza Pan Jezus.

Czy możliwe było, by ks. Michał Sopoćko, mógł skutecznie głosić bliźnim prawdę o Bożym Miłosierdziu, jeśliby sam go nie doświadczył?

Jak można przeczytać w duchowych zapiskach ks. Sopoćki, Pan Bóg przygotowywał go do udźwignięcia tego dzieła, poddając próbom, które go duchowo zahartowały. Tak surowo, bez prób wybielania, oceniał przede wszystkim siebie, bo potrafił zaufać jak dziecko największemu przymiotowi Boga - jego niezgłębionemu Miłosierdziu.

Odczytał jego teologiczną istotę i głębię w „Przykazaniu przykazań”: „Będziesz miłował Pana Boga swego… , a bliźniego swego jak siebie samego”. Przeniósł to ratunkowe orędzie przez rozmaite „zawirowania i burze” dla pokoleń, które doświadczyły hekatomby i zła dwóch totalitaryzmów: niemieckiego faszyzmu i sowieckiego komunizmu.

Uciski, doświadczenia, które spotkają go w związku z głoszeniem tego dzieła przepowiedziała mu zresztą siostra Faustyna.

Na miesiąc przed jej śmiercią ,po jednym z ostatnich z nią spotkań, zapisał: „Być przygotowanym na największe trudności i opuszczenie i zawody, niewdzięczności i prześladowania, wpadając z jednego niepowodzenia w drugie, gorycz, smutek i opuszczenie przez wszystkich. Gdy się zwrócę na modlitwie do Boga, i tam nie znajdę pociechy, a tylko pustkę w duszy i milczenie, i tak aż do śmierci”.

Heroizm świętości to także wewnętrzna zgoda na przejście przez tę „ciemną dolinę” z ufnością w Boże Miłosierdzie, w najlepszym towarzystwie – z Chrystusem. Ksiądz Sopoćko szedł nią wytrwale, do końca nie wypuszczając z rąk brewiarza i różańca. Nie było w nim nawet cienia buntu, gdy Kościół zakazał mu oficjalnego głoszenia orędzia o Bożym Miłosierdziu. Cierpliwie i z nadzieją czekał na oficjalne magisterium Kościoła, dopuszczające formy kultu( obraz koronka, Niedziela Miłosierdzia), bo wiedział , że to dzieło zakorzenione w rzeczywistości nadprzyrodzonej. I choć nie dane mu to było za życia, to przecież razem z Faustyną i Janem Pawłem II patrzą dziś z „niebieskiego okna”, jak szerzy się dziś ono po świecie z prędkością Bożego światła.

 Był człowiekiem rozmodlenia. Ostatnie zapisane przez niego słowa to postanowienie o odmawianiu trzech części różańca.

Świadkowie jego życia pamiętają, jak spacerował z brewiarzem w ręku wzdłuż nasypu kolejowego niedaleko klasztoru sióstr Misjonarek świętej Rodziny na Poleskiej w Białymstoku, gdzie zmarł. To właśnie tam Białystok doświadczył cudu uratowania przed zatruciem śmiercionośnym chlorem, gdy w 1989 r. przewróciły się w nocy wagony z transportem ze Wschodu.

Gorliwe apostolstwo Bożego Miłosierdzia, któremu oddał się zainspirowany objawieniami św. siostry Faustyny to był duchowy proces ,jak podkreśla ks. Henryk Ciereszko. „Musiał odkryć czym jest Boże Miłosierdzie. Doznać łaski poznania miłosierdzia, jego mocy, odkryć prawdę o niezbędności zwrócenia się do Boga miłosiernego w życiu chrześcijan”.

Miłosierdzie Boże odkryte w całej głębi przez księdza Sopoćkę , jak pięknie zauważył ks. Stanisław Strzelecki – „ stwarza optymalną przestrzeń dla rozwoju i bycia człowiekiem, stworzonym na obraz Boży. Cała sztuka lub raczej mądrość bycia człowiekiem objętym Bożym planem zbawienia, polega na tym, ażeby doznawać Miłosierdzia i odwzajemniać, nie zatrzymując w sobie jego obiegu”. Konsekwencją wyeliminowania Miłosierdzia, pisze dalej ks. Strzelecki, „z pola świadomości, jednostkowej czy zbiorowej, powoduje, że żyje się nie z drugimi, lecz kosztem drugich, często z ich krzywdą”. Zamknięcie się na zbawczą prawdę ewangelii miłosierdzia to dramat człowieka na Sądzie Ostatecznym – wyrokpotępieniaMiłosierny Zbawiciel będzie wówczas Sprawiedliwym Sędzią.

Błogosławiony Ksiądz Michał Sopoćko swoim świętym życiem pokazał, że święte kapłaństwo to miłosierne kapłaństwo.

Elżbieta Szmigielska - Jezierska

 
 
ORDYNARIAT-FB
Nasza Służba 09/2012
Informator
Diecezji Polowej

Copyright © Kuria Polowa WP 2004 - 2012
ul. Tokarzewskiego-Karaszewicza 4; 00-911 Warszawa 62
tel. c. (0-22) 826-05-68; w. 87-31-93; fax c. (0-22) 826-93-37
e-mail: opwp@wp.mil.pl;